Joga dla oczu. Skąd bierze się to uczucie spokoju?
Koniec dnia. Odkładasz telefon, zamykasz na chwilę oczy i przykładasz do powiek ciepłe dłonie. Albo po prostu podchodzisz do okna i patrzysz na coś daleko. Po minucie dzieje się coś, czego nie planowałeś: robi się ciszej. Nie w pokoju — w głowie.

Czy „joga dla oczu” to coś realnego?
Nie jest to dyscyplina ani technika z podręcznika. To nazwa potoczna, która przykleiła się do krótkich ćwiczeń i chwil, w których świadomie zmieniamy sposób patrzenia.
Skojarzenie z jogą nie bierze się jednak z techniki. Bierze się z tego, jak się to odczuwa — i dlatego ludzie sięgają po to porównanie sami, zanim ktokolwiek im je podpowie.
Skąd bierze się to uczucie spokoju?
Dzieje się kilka rzeczy naraz, a żadna z nich nie jest szczególnie tajemnicza.
Oczy przestają utrzymywać jedną odległość. Przez większość dnia patrzysz na coś, co jest kilkadziesiąt centymetrów od twarzy: ekran, papier, znowu ekran. Spojrzenie w dal albo zamknięcie powiek przerywa tę ciągłość.
Zwalnia mruganie. Przy skupionej pracy mrugamy rzadziej i płycej. Kiedy zaczynasz robić to świadomie i wolno, rytm sam się wyrównuje.
Uwaga przestaje skakać. Przez cały dzień wzrok przeskakuje między oknami, powiadomieniami i kolejnymi zadaniami. Zatrzymanie go na jednym punkcie — albo na ciemności pod powiekami — jest dla uwagi czymś innym niż wszystko, co robiła wcześniej.
I wreszcie oddech. Trudno wykonywać którąkolwiek z tych rzeczy w pośpiechu, więc oddech zwalnia niejako przy okazji.
Co to ma wspólnego z uważnością?
Więcej, niż się wydaje.
Patrzenie jest formą uwagi. Decydujesz, gdzie ją kierujesz, jak długo tam zostaje i czy wraca do tego samego miejsca. Kiedy robisz to świadomie, wykonujesz dokładnie tę samą czynność co w ćwiczeniach uważności — tylko narzędziem są oczy, a nie oddech.
Dlatego te dwie rzeczy tak dobrze się ze sobą łączą. Nie trzeba ich godzić, bo to w gruncie rzeczy jedno zajęcie.
Jak to wygląda w praktyce?
Trzy rzeczy, z których każda mieści się w minucie.
Ciepłe dłonie na powiekach. Rozetrzyj dłonie, przyłóż je do zamkniętych oczu tak, żeby nie naciskać gałek, i zostań tak przez kilka oddechów. Ciemność i ciepło robią robotę same.
Najdalszy punkt w zasięgu wzroku. Podejdź do okna i znajdź coś naprawdę odległego: komin, drzewo, wieżę, chmurę. Popatrz na to spokojnie przez chwilę, bez szukania szczegółów.
Pięć powolnych mrugnięć. Tak, jakby powieki robiły zdjęcia. Bez zaciskania i bez pośpiechu.
Można zrobić jedną z nich albo wszystkie trzy. Nie ma tu żadnej kolejności do zapamiętania.
Czego to nie zastąpi
To nie jest leczenie i nie zastępuje badania wzroku. Jeśli oczy męczą się codziennie, obraz bywa rozmyty albo wraca ból głowy, warto umówić wizytę u okulisty lub ortoptysty — nawet jeśli dotąd wszystko było w porządku.
Te kilka minut jest czymś innym: przerwą w dniu, w którym wszystko dzieje się na jednej odległości.
Bo dbanie o wzrok nie musi wyglądać jak kolejne zadanie. Czasem wygląda jak chwila ciszy.
Materiał ma charakter informacyjny i nie zastępuje konsultacji ze specjalistą.
Przeczytaj także
Magdalena Ojrzyńska — założycielka ocu•vio
Wróć do bloga