Po co dziecku ćwiczenia dla oczu, skoro dobrze widzi?
Badanie wyszło dobrze. Okulista nie zalecił niczego poza kontrolą za rok. I właśnie wtedy pojawia się pytanie, którego rodzic zwykle nie zadaje na głos: skoro wszystko jest w porządku, to po co cokolwiek robić?

To nie tylko kwestia ostrości wzroku
Ostrość wzroku mówi, co dziecko odczyta z tablicy w gabinecie. Nie mówi natomiast nic o tym, jak używa oczu przez resztę dnia: ile godzin patrzy z bliska, jak często odrywa wzrok i czy w ogóle ma okazję spojrzeć dalej niż na drugi koniec pokoju.
A to są dwie różne sprawy. Dziecko może widzieć bardzo dobrze i jednocześnie spędzać cały dzień w odległości trzydziestu centymetrów od zeszytu albo ekranu.
Kiedyś patrzenie w dal przychodziło samo
Jeszcze dwa pokolenia temu nikt nie musiał o tym myśleć. Dzieciństwo toczyło się na podwórku, w drodze do szkoły, na rowerze, na boisku. Oczy same przez większość dnia pracowały na różnych odległościach, bo świat był rozłożony daleko.
Patrzenie w dal nie wymagało wtedy żadnej decyzji. Było środowiskiem, nie zaleceniem.
Dziś proporcje się odwróciły. Lekcje, zeszyt, czytanie, tablet, wieczorem telefon — jedno po drugim, wszystko na wyciągnięcie ręki. Nie chodzi o to, żeby to potępiać, bo tak wygląda nasze życie i dzieci w nim rosną. Zmieniło się natomiast coś innego: dal przestała być dana z góry. Teraz trzeba jej zrobić miejsce.
To właśnie dlatego mówi się dziś o przerwach i o codziennych nawykach wzrokowych, a kiedyś nie trzeba było. Nie dlatego, że dzieci mają gorsze oczy. Dlatego, że mają inny dzień.
Czego dziecko uczy się podczas takich zabaw?
Kiedy dziecko wodzi wzrokiem za ruchomym punktem, szuka różnic między obrazkami albo przenosi spojrzenie z książki na widok za oknem, ćwiczy konkretne rzeczy:
Uwagę i skupienie. Utrzymanie wzroku na zadaniu przez minutę to dla małego dziecka realny wysiłek.
Spostrzegawczość. Porównywanie, wyszukiwanie szczegółu, dostrzeganie tego, co się nie zgadza.
Wodzenie wzrokiem. Płynne podążanie za czymś, co się przesuwa — ta sama umiejętność, której potrzeba później przy czytaniu linijka po linijce.
Koordynację wzrokowo-ruchową. Rysowanie po śladzie, odwzorowywanie kształtów, trafianie w wyznaczony cel. To, co dziecko widzi, spotyka się z tym, co robi jego ręka.
Przenoszenie spojrzenia z bliska w dal. Najprostsza rzecz z całej listy i zarazem ta, o której najłatwiej zapomnieć.
To są umiejętności dziecka, a nie parametry wzroku. Nikt tu niczego nie leczy ani nie naprawia — dziecko po prostu ćwiczy to, co ćwiczy przy każdej innej dobrej zabawie, tylko akurat przy użyciu oczu.
Najważniejsze jest to, co zostaje na później
Prawdziwa wartość tych zabaw nie leży w samej minucie, którą dziecko spędza przy zadaniu.
Mózg uczy się przez powtarzanie. Dziecko, które przez jakiś czas regularnie odrywa wzrok od bliskiej pracy, ma szansę zacząć robić to samo — przy książce, przy komputerze, przy odrabianiu lekcji i na dworze. Ten sam mechanizm uruchamia się niezależnie od tego, gdzie akurat jest.
Sama zabawa tego oczywiście nie załatwi. Znaczenie ma też to, jak wygląda dzień całej rodziny: czy ktoś wychodzi z dzieckiem na dwór, czy w domu są pory bez ekranu, czy dorośli sami robią przerwy.
Ale cel jest właśnie taki: nie ćwiczenie jako takie, tylko nawyk, który zostaje. Tak jak mycie zębów, które w pewnym momencie przestaje być poleceniem rodzica i staje się po prostu częścią wieczoru.
Dlaczego warto zacząć już w dzieciństwie?
Nie dlatego, że później będzie za późno. To nie jest tekst o straszeniu i nie ma tu żadnego terminu, po którym coś przepada.
Dlatego, że nawyki formują się w dzieciństwie i później działają już same. Dorosły, który postanawia robić przerwy przy komputerze, musi się tego uczyć wbrew własnej rutynie i zwykle zapomina po trzech dniach. Dziecko, które rośnie z tym, że po rozdziale książki patrzy się chwilę przez okno, nie musi niczego postanawiać.
W tym sensie dbanie o nawyki wzrokowe jest rodzajem edukacji, nie zabiegu. Uczymy dziecko, jak korzystać z własnych oczu w świecie, w którym prawie wszystko dzieje się blisko.
Czego ćwiczenia dla oczu nie zastąpią?
Zabawy i ćwiczenia dla oczu nie leczą wad wzroku i nie zastępują badania ani zaleceń specjalisty. Jeśli coś niepokoi, pierwszym krokiem zawsze jest wizyta u okulisty lub ortoptysty.
Warto też wiedzieć, że nie każda aktywność nazywana ćwiczeniem dla oczu znaczy to samo. Pod tą nazwą kryją się bardzo różne rzeczy i nie wszystkie mają ten sam sens.
To nie jest też walka z ekranami. Nie rezygnujemy z nich — uczymy się tylko robić obok nich miejsce na ruch, odpoczynek i patrzenie z różnych odległości, w tym na zwykłe wyjście na dwór.
Bo o to w tym chodzi: nie o kolejny obowiązek w kalendarzu, tylko o drobne przyzwyczajenie, które zostanie z dzieckiem na długo po tym, jak zapomni o konkretnej grze.
Materiał ma charakter informacyjny i nie zastępuje konsultacji ze specjalistą.
Przeczytaj także
Magdalena Ojrzyńska — założycielka ocu•vio
Wróć do bloga