Pięć zabaw dla oczu, które dziecko zrobi bez marudzenia
„Zrób sobie przerwę od ekranu.” Znasz to, co dzieje się potem. Dziecko nie wstaje. Albo wstaje, staje na środku pokoju, rozgląda się i po chwili wraca do ekranu. Nie dlatego, że jest uparte. Po prostu nie wie, czym miałoby wypełnić te kilka minut.

Dlaczego przerwa bez pomysłu nie działa
Dla nas przerwa jest ulgą. Siadamy, odkładamy telefon, patrzymy przez okno i to nam wystarcza.
Dla dziecka przerwa wygląda inaczej. Ktoś zabrał mu to, co było ciekawe, i nie dał nic w zamian. Przerwa jest odebraniem czegoś. Zabawa jest daniem czegoś. To ta sama minuta, tylko inaczej nazwana — i na tym polega cała różnica między „nie chcę” a „jeszcze raz”.
Dlatego najlepiej mieć pod ręką kilka pomysłów, których nie trzeba wymyślać w biegu, akurat wtedy, gdy jesteś zmęczona i chcesz tylko, żeby dziecko na chwilę oderwało się od ekranu.
Pięć zabaw na minutę
Palec na wycieczce. Rysujesz palcem w powietrzu wolne kółka, ósemki i zygzaki, a dziecko podąża za palcem samym wzrokiem. Głowa zostaje w miejscu — to najtrudniejsza i najśmieszniejsza część.
Pięć rzeczy w jednym kolorze. Wybieracie kolor i szukacie w pokoju pięciu przedmiotów w tym odcieniu. Sprawdza się też w autobusie i w poczekalni u lekarza.
Najdalszy punkt. Dziecko wygląda przez okno i szuka najdalszej rzeczy, jaką widzi: komina, drzewa, wieży, chmury. Potem opowiada, co jest obok niej. Opowiadanie jest po to, żeby popatrzeć dłużej niż sekundę.
Mruganie na pięć. Pięć powolnych mrugnięć, tak jakby powieki robiły zdjęcia. Bez pośpiechu i bez zaciskania.
Co słychać. Zamknięte oczy i trzy dźwięki do wymienienia: lodówka, samochód, ptak za oknem. Oczy dostają chwilę ciemności, a dziecko moment ciszy.
Każda z nich zajmuje mniej więcej minutę. Można zrobić jedną, można trzy. Nie ma tu nic do odhaczenia.
Co z tego ma dziecko
Żadna z tych zabaw nie wygląda na zadanie, a każda czegoś naprawdę wymaga. Podążanie wzrokiem za palcem wymaga koncentracji. Szukanie kolorów ćwiczy spostrzegawczość i porównywanie. Najdalszy punkt to przenoszenie spojrzenia z bliska w dal, a przy okazji opowiadanie o tym, co się widzi.
Dzieje się więc znacznie więcej niż wtedy, gdy dziecko po prostu wstaje od biurka i czeka, aż przerwa się skończy.
Co z tego masz Ty
Nie musisz nic wymyślać na poczekaniu. Nie musisz prosić trzy razy ani się przy tym kłócić. Zamiast „przestań” mówisz „zobacz, czy dasz radę” — a to jest rozmowa, która zwykle kończy się dobrze dla obu stron.
I nie chodzi o to, żeby odbierać ekrany. Chodzi o to, żeby pomiędzy nimi było coś jeszcze.
Jak mieć to pod ręką
Te zabawy są na kartach do druku. Możesz powiesić je nad biurkiem albo schować do piórnika, żeby dziecko samo wybierało, na co ma ochotę. Znajdziesz je wśród materiałów do druku, razem z labiryntami i kolorowankami.
Materiał ma charakter informacyjny i nie zastępuje konsultacji ze specjalistą. W razie wątpliwości dotyczących wzroku dziecka warto skontaktować się z okulistą, optometrystą lub ortoptystą.
Przeczytaj także
Magdalena Ojrzyńska — założycielka ocu•vio
Wróć do bloga